Robbie-Williams-Heavy-Entertainment-Show-2016-2480x2480.jpg

Robbie Williams to marka, której nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Brytyjczyk wydał właśnie nowy album „The Heavy Entertainment”. Czy krążek porywa do zabawy?

_91526787_robbie976.jpg

Album „The Heavy Entertainement” to już 11 studyjny krążek, brytyjskiego wokalisty Robbiego Williamsa. Wokalista w swojej karierze stworzył wiele hitów. Można do hit zaliczyć choćby utwór „Angel” czy „Candy”.

Teraz muzyk stara porwać nas do zabawy. Czy się udało? Na „Heavy Entertainment” w wersji deluxe słuchacz znajdzie 16 premierowych utworów.

Tracklista:

  1. The Heavy Entertainment Show
  2. Party for a Russian
  3. Mixed Signals
  4. Love My Life
  5. Motherfucker
  6. Bruce Lee
  7. Sensitive
  8. David’s Song
  9. Pretty Woman
  10. Hotel Crazy
  11. Sensational
  12. When You Know
  13. Time On Earth
  14. I Don’t Want To Hurt You
  15. Best Intensions
  16. Marry Me

Krążek rozpoczyna jakże zabawny i lekko wprowadzająca nas kompozycja nosząca tytuł płyty. Furorę z pewnością robi utwór numer 2 na płycie czyli „Party for a Russian”. Być może Robbie pokazuje w nim to co widział na weselu córki oligarchy rosyjskiego. Trzeba przyznać zabieg włączenia do tego utworu męskiego chóru i słów po rosyjsku jak „Spasibaa!”, które wybrzmiewa przed refrenem powoduje w słuchaczu pewnego rodzaju uśmiech (tak było w moim przypadku).

Robbie Williams nie zapomniał także o utworach gitarowych na krążku „The Heavy Entertainement Show”. Każdy przeżywa rozrywkę w inny sposób. Tak właśnie prezentują się kompozycje : „Mixed Signals”, „Love My Life” czy „Motherfucker”.

Niestety nie można tego powiedzieć o kolejnych utworach jak „Sensitive” i „Bruce Lee”, które wypadają dosyć dziwnie w stosunku do pozostałych. Można powiedzieć wręcz, że nie pasują do reszty a ich słuchanie nie powoduje w moim przypadku rozrywki.

Na plus zasługuje powrót do przeszłości w utworze „David’s Song”. Tam sam Robbie brzmi jak za dawnych lat. W „Pretty Woman” mamy swego rodzaju powrót do czasów Take That. To klubowy pop popularny w latach 90. Ten utwór z pewnością może stać się kolejnym singlem z płyty.

Ekspresje czuć natomiast w kompozycji „Sensational”. „I don’t want to Hurt You” to utwór w którym ja osobiście słyszę trochę Modern Talking. Niestety według mnie nie tędy droga.

Krążek w wersji deluxe kończy „Marry Me”. To dobrze stonowana ballada, która wpada w ucho i wypada dużo lepiej niż piosenki, które możemy usłyszeć przed nią.

Podsumowując, Robbie Williams wracając na scenę ze swoim 11 krążkiem daje nam Rozrywkę. Ale jaką? Dla mnie niestety dość średnią. Oczywiście na „The Heavy Entertainement” znajdziemy bardzo dobre kawałki ale znajdą się także takie w których Brytyjczyk cofa się do czasów niezbyt dobrych muzycznie.

OCENA : 7.5

Reklamy