James-Arthur-Back-From-the-Edge-2016-2480x2480.jpg

James Arthur to jedno z wielkich zaskoczeń brytyjskiej sceny muzycznej ostatnich lat. Muzyk wygrał 9.Edycję muzycznego show XFactor i wydał hit „Impossible”. Teraz powraca z nowym albumem. Jakim?

James Arthur

Przyznam, że bardzo czekałem na ten powrót. Po „Impossible” i kilku kolejnych singlach – słuch o Jamesie Arthurze trochę zaginął. Brytyjczyk jednak powrócił. W jakim stylu?

„Back From The Egde” to najnowsze wydawnictwo od zwycięzcy XFactor UK. Znajdziemy na nim 18 premierowych piosenek, w tym dobrze już znany pierwszy singiel promujący album czyli „Say you Won’t Let Go”. Spokojna gitara i magiczny głos Jamesa Arthura spowodował, że kompozycja ta nadal znajduje swoich ulubieńców na całym świecie.

Tracklista:

  1. Back From The Edge
  2. Say You Won’t Let Go
  3. Prisoner
  4. Can I Be Him
  5. I Am
  6. Train Wreck
  7. Safe Inside
  8. Sober
  9. Phoenix
  10. Let Me Love to Lonely
  11. Sermon
  12. Remember Who I Was
  13. Finally
  14. The Truth
  15. Skeletons
  16. If Only
  17. Coming Home For Summer
  18. Let Me Love to Lonely (ft. Marina) 

90d5d7bec926733d6764a8f45d3f95f9-1000x1000x1

Krążek rozpoczyna jednak utwór o identycznym tytule jak cały album. „Back From The Edge” to co tu dużo mówić – świetnie zrobiona kompozycja. Refren szybko wpada w ucho i już na samym początku trudno zapomnieć o tym utworze.

Na „Back from the Edge” można usłyszeć także trochę inną wersję Arthura. „Prisoner” to jeden z tych utworów na których brytyjczyk brzmi naprawdę inaczej. To także jeden z moich typów na kolejny singiel z płyty. W „Sober” przenosi nas natomiast do lat 90.Utwór brzmi jak Jamiroquai czy Justin Timberlake. Co większości fanów może przypaść jednak do gustu.

Na krążku nie brakuje oczywiście ballad, których jest tutaj multum. Słychać w nich pełen chrypy i magii głos Jamesa Arthura. Tak jest m.in w popowo-balladowym „I Am”, które zdobywa coraz większą rzeszę fanów. Typową balladą można tutaj nazwać „Train Wreck” w której Arthur czaruje swoim głosem niczym Harry Potter.

Jeśli ktoś myśli, że tylko początek „Back From The Edge” jest dobry – to się myli. Dalej jest jeszcze lepiej. Wybierając jednak najgorszą kompozycje z albumu to bez żadnego zastanowienia mówię „Searmon”.

14705757_1280774748641149_932412929663658295_n

Cały krążek jest jednak przepełniony świetnym popem. Mimo wielu ballad, spokojnej gitary ja osobiście będę bardzo często wracał do tego albumu. Nie wolno także zapomnieć o polskim akcencie. Mowa tutaj o duecie Jamesa Arthura z Mariną Łuczenko-Szczęsną. To wielki ukłon Brytyjczyka w stronę Polskich fanów. Sam utwór to chyba najczęściej powtarzane przeze mnie słowo : MAGIA.

Podsumowując, James Arthur powrócił z nowym albumem „Back From The Edge” w wielkim stylu. To na prawdę świetna POPowa płyta do której będę często wracał!

OCENA : 9/10 

Reklamy