Charli XCX to młoda wokalistka pochodząca z Wysp Brytyjskich. Artystka wydała właśnie nowy album! Czy warto go mieć na swoim regale płytowym?

Charli XCX a właściwie Emma Charlotte Aitchison to brytyjska wokalistka, autorka tekstów, oraz aktorka. Młodość i talent jest to niezwykłe błogosławieństwo. Tak jest i w tym przypadku. Artystka należy do jednych z najbardziej charakterystycznych muzyków w Wielkiej Brytanii. Na swoim koncie posiada już dwa albumy studyjne.


10 marca 2017 roku do sprzedaży trafił album pod tytułem „Number 1 Angel” na którym możemy znaleźć dziesięć utworów takich jak:

Tracklista:

1. Dreamer

2. 3AM (Pull Up)

3. Blame It on You

4. Roll with Me

5. Emotional

6. ILY2

7. White Roses

8. Babygirl

9. Drugs

10. Lipgloss

 

Płytę rozpoczyna utwór pt. „Dreamer”. Już na samym początku zauważyć można, że stylistyka utworu odbiega od typowych popowych kawałków. Piosenka jest bardziej w stylu Dark Wave gdzie ewidentnie połączono nowe brzmienia nie wyłączając perkusji czy gitary. Piosenka jest całkiem przyzwoita i w pełni nowoczesna.
Przechodząc dalej trafiamy na utwór bardzo ciekawy i już bardziej przypominający komercyjną propozycję, jednakże w dalszym ciągu wykorzystane są nowoczesne wstawki, które podkręcają utwór. Bardzo mi się podobają zwrotki, które nadają świetnego charakteru. Artystka w pełni czerpie nowoczesne pomysły wykorzystując przy tym swój talent i pasję.

Kolejna piosenka pt. „Blame It on You” to konsekwentne podążanie za stylem jaki wypracowała sobie artystka. Może nie do końca jestem miłośnikiem takiej muzyki, ale ma ona coś w sobie co zachęca do posłuchania a może to po prostu cała osobowość artystki powoduje, że kompozycja nabiera jeszcze bardziej lepszego sensu.

„Roll with Me” to kompozycja, która jakoś zbytnio mnie nie powala i przekonuje. Jest to wymarzona piosenka do Clubu, bądź na jakąś imprezę. Całość jednak jest dla mnie do niezaakceptowania. Utwór bardzo mnie wymęczył.

Na półmetku albumu dotrwaliśmy do „Emotional” i muszę przyznać, że jest to co bardzo lubię. Piosenka bardzo przypadła mi do gusty. Ilość nowoczesnych tam elementów jest jak najbardziej do zniesienia a sam utwór jest bez wątpienia ciekawy.

Kolejna piosenka już na samym początku zaczęła się dość mocnym brzmieniem za co już wielki plus. Słuchając tego utworu mam podobne wrażenia jak przy poprzedniej kompozycji. Jest to całkiem zjadliwe i przyjemne. Całość słucha się niezwykle dobrze. To dobra propozycja.

„White Roses” to siódma już piosenka na płycie. Jest to dla mnie coś ciekawego jednak nie mogę powiedzieć, że powaliło mnie to na kolana. Ewidentnie brakuje mi coś w refrenie co jeszcze bardziej podkręciłoby cały charakter. Sama piosenka nieco przemyka w jednym nurcie nie odznaczając się zbytnio w trakcie.

Po nieco nudnej piosence przechodzimy do „Babygirl” gdzie jest to już lepsza propozycja, ale też nie na tyle taka żeby mnie zachwyć. W dalszym ciągu brakuje tego „czegoś” co mogłoby nadać charakteru.

Powoli zbliżamy się do końca albumu i tak przedostatnia piosenka jest już bardzo dobra. Wszystkie zawarte tam elementy są ze sobą niezwykle spójne. Niesamowitym atutem jest wokal artystki, który zawsze podratuje piosenkę.

„Lipgloss” jest zakończeniem i ukoronowaniem całego albumu. Jednak dla mnie jest to niestety puste i kiczowate zakończenie a mogło ono jeszcze bardziej uratować całą płytę. Niestety zupełnie nie moja bajka i po prostu kojarzy mi się to tylko i wyłącznie z kiczem.
OCENA: 6.6/10

 

 

 

 

 

 

Reklamy